Segmentacja sieci w małej firmie: ile VLAN-ów to za dużo
Jedna płaska sieć jest prosta do pierwszego incydentu. Pięć segmentów wystarcza większości organizacji, pod warunkiem, że między nimi stoi polityka, a nie tylko numer VLAN-u.
Sieć jest warstwą, na której stoi wszystko inne, a mimo to najczęściej projektuje się ją raz i nie wraca do tematu przez lata. Piszę o segmentacji, która ogranicza skutki incydentu, o DNS jako pojedynczym punkcie awarii, o firewallach między segmentami i o redundancji łączy w organizacjach, które nie mają działu sieciowego.
Jedna płaska sieć jest prosta do pierwszego incydentu. Pięć segmentów wystarcza większości organizacji, pod warunkiem, że między nimi stoi polityka, a nie tylko numer VLAN-u.
Zgłoszenie brzmi „nie ma sieci”, a sieć działa bez zarzutu. Nie działa rozwiązywanie nazw. Gdzie DNS ukrywa pojedyncze punkty awarii i jak zaprojektować go tak, by awaria jednego elementu była niewidoczna.
Drugie łącze często jest kupione, podłączone i nigdy nie sprawdzone. Jak zaprojektować przełączanie, żeby zadziałało w dniu awarii, i co się nie przełączy samo, choćby konfiguracja była idealna.
Starsze aplikacje, drukarki i skrypty wysyłają pocztę na port 25 bez szyfrowania i uwierzytelniania. Usługa pocztowa w chmurze tego nie przyjmie. Jeden przekaźnik wewnętrzny rozwiązuje problem lepiej niż dwadzieścia wyjątków.